Dzień wsal pochmurny, ale ciepły (ok. 20C) Śniadanko w hotelowej restauracji bardzo dobre. Chleb to typowy tutaj Khubz ragag(patrz też post Tytulem wstępu).
Wyjeżdżając z hotelu dowiedzieliśmy się, że przy naszym hotelu znajdowała się Royal Menagement Academy.
Przejechalismy przez część Muscat, a następnie byla jazda trzypasowa autostradą przez góry przecinając kolejne wadi rozdzielające poszarpane stare góry.
Pustkowia (80% kraju stanowi pustynia) co jakiś czas były "okraszane" małymi białymi osadami. Zwróciliśmy uwagę na liczne linie energetyczne poprowadzone przez góry.
Zachmurzyło się, pokropił przelotnie deszcz. Zatrzymalismy się na stacji benzynowej, głównie by zaopatrzyć się w wodę. Przy okazji sprawdziliśmy cenę benzyny, było to w przeliczeniu ok. 2,5 zł.
Przybliżyliśmy się znów do morza. Niedaleko od niego znajdowała się Nawiyat Hajm (Sink Hole), czyli atramentowa dziura. Jest to zapadlisko ziemi wypełnione wodą o kolorze atramentowym (stąd nazwa). Woda jest mieszaniną morskiej i słodkiej wody z podziemnych źródeł. Do dziury prowadzą schody, po których można dostać się na samo dno. Tu można skorzystać z orzeźwiającej kąpieli i dać się poskubac rybkom.
Wokół zorganizowano trochę zieleni, plac zabaw dla dzieci.
Wychodząc zrobiliśmy foto kozom pozującym prz zaparkowanych samochodach.
Udaliśmy się dalej autostradą w kierunku Sur wzdłuż Morza Arabskiego. Ruch na autostradzie był niewielki (może dlatego, że piątek, choć 5 mln ludności to nie za wiele).
Koronnym punktem dnia było Wadi Al Shab. Zatrzymalismy się w miejscu poniżej autostrady w miejscu ujścia doliny do morza. Przeprawiliśmy się łódkami na drugi brzeg rozlewiska wodnego,
a potem podążaliśmy ścieżką w górę kanionu o wysokich ścianach. Co jakiś czas mijaliśmy oczka wodne. Dolina coraz bardziej zwezala się, a skala trudności pokonywania ścieżki wzrastala. Przechodziło się galerią skalną uważając z jednej strony by nie zsunąć się po śliskich skałach w przepaść , z drugiej by nie uderzyć głową o skałę.
Potem ścieżka gubiła się wśród głazów i trzeba było szukać najlepszego wariantu pięcia się w górę. Co jakiś czas trzeba było przekraczać niewielkie strumyki. Wzdłuż ścieżki początkowo towarzyszyły nam położone rury doprowadzające w dół wodę, wyżej były to betonowe rynienki al faladż (patrz też post Tytułem wstępu).
Po godzinie marszu dotarliśmy do celu: naturalnych basenów, gdzie można zazywac kąpieli z czego skorzystaliśmy.
Przeplywalo się lub przechodziło z jednego basenu do drugiego. Trudność stanowił fakt stromych i śliskich brzegów i głębi basenów. Uważać podczas pływania trzeba było na podwodne skały. Jakkolwiek po trudach wędrówki (choć w znosnej temperaturze) było to wspaniałe orzeźwienie Wróciliśmy w dół ta samą drogą, przepływając na koniec ponownie łódką. Po wyczerpującej wycieczce udaliśmy się do Sur.
W drodze do Sur mijaliśmy terminal gazowy.
W Sur zatrzymalismy się na późny lunch w restauracji nad brzegiem morza z widokiem na pięknie oświetlone promieniami zachodzącego słońca latarnię morską , starówkę i fortyfikacje.
Obok restauracji na plaży zatrzymały się samochody piknikujacych tubylców, a grupki wyrostków rozgrywały swój mecz pilkarski.
W restauracji posililismy się przepysznym humusem i raczyliśmy się sokami: limonkow-mietowym i mango.
Po lunchu degustowaliśmy tutejszy słodki na ciepło specjal: Luku mades - coś w rodzaju naszego pączka.
Słońce szybko zaszło i już po zmroku podróżowaliśmy do celu dzisiejszej podróży Ras al Had. Droga wiodła przez pustkowia, a ciekawostką było to, że była na całym odcinku oświetlona.
Dotarliśmy do Turtle Beach Resort położonego na brzegu morz, od którego solidnie wiało. Po zakwaterowniu udaliśmy się na kolację do hotelowej restauracji.





































































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz