Ostatecznie cisza pustyni nie była tak oczywista. W nocy dochodziły dźwięki jakichś zwierząt pustyni, a obudził nas wczesnym rankiem startujący balon, który poleciał nad wydmy i skrył się za jedną z nich.
Poranek był chłodny, ale z każdą chwilą robiło się coraz cieplej. Niebo było bez chmurki.
Udaliśmy się na pobliską wydmę oglądać wschód słońca.
Wschód słońca mozna też z pozycji wielbłądziej karawany.
Na pustynnym piasku można zobaczy ślady tutejszych zwierząt.
Przy wejściu do naszego campu była zagroda Oryxów.
Po porannym spacerze, a jeszcze przed śniadaniem można było jeszcze raczyć się kawa z daktylami.
Śniadanie Self Service bardzo bogate. Mi najbardziej przypadły do gustu przepyszne tutejsze sery i do tego Karak Tea.
Po śniadaniu wyjazd jeepami do cywilizacji.
Przed Nizwa była ciągnąca się przez kilka kilometrów królewska akademia policyjna otoczona wysokim murem.
Przejechalismy Nizwe by zobaczyć rezydencje-fotrece Jabreen w Bahla pochodząca z 1650 roku wybudowana przez Immama Bil'arab bin Sultan al Ya'rubi, który przeniósł tu niegdyś stolicę z Nizwy.
Odwiedziliśmy dziedziniec, pomieszczenia kuchenne, jadalnie, pomieszczenia wypoczynkowe z dywanami i poduszkami. Były też łaźnia w oparciu o faladz, pomieszczenie więzienne dla mężczyzn i kobiet, salka dla konia. Na koniec wdrapaliśmy się na szczyt fortecy, z której roztaczały się rozległe widoki na okolicę.
Kolejnym punktem był Bahla fort, odrestaurowany, ale datowany na ponad 2000 lat, wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. W Omanie jest ok. 700 zabudowań fortecznych. Odbudowano kilka z nich. Fortecę podziwialiśmy z zewnątrz.
Obok fortu w pobliskiej restauracji spożyliśmy typowy arabski lunch (obowiazkowo do tego sok z mango).
Bahla otoczona jest starożytnym wielokilometrowym murem, który zobaczyliśmy wyjeżdżając z miasta.
Jechaliśmy doliną pomiędzy ślicznie oświetlonymi popołudniowym słońcem górami.
Dotarliśmy do Nizwa. Tu skierowaliśmy się na zwiedzanie fortecy z charakterystyczną wielką wysoką na 36 m i szeroką na 36 m wieża obronną z której roztaczał imponujący widok na miasto. Na wieży były szczelinowate otwory w które wlewano gorąca wodę lub płonące daktyle prosto na głowy intruzów.
Po zejściu z wieży oglądaliśmy ekspozycję dotyczącą historii i kultury Omanu.
Zobaczyliśmy jeszcze ogród forteczny
i ruszlismy na miasto pobuszować po suku. Największą furorę zrobił jednak sklep z daktylami. Z degustowaliśmy chyba z 20 różnych gatunków kupując co nieco.
Zrobiło się w międzyczasie ciemno i udaliśmy się do hotelu.
















































































































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz