czwartek, 19 stycznia 2023

Podróż

A więc wyruszyliśmy Liniami Turkish Airlines.



Wylecieliśmy z Okęcia z 40-min. opóźnieniem z powodu odmładzania samolotu. Lot A321 trwający 2 h 20 min. był spokojny; lecieliśmy nad Słowacja, Węgrami, Rumunią i Bułgaria. Bogaty posiłek na pokładzie (kotleciki z ryżem, sałatka, deser, a do tego np. dobre wino) . Była możliwość skorzystania z dużego wyboru filmów, śledzenia lotu. Linie Turkish Airlines mamily atrakcjami Turcji. 



Obsługa bardzo sympatyczna. Lądowanie bylo od strony Morza Czarnego. Trochę byliśmy zawiedzeni, bo liczyliśmy, że zobaczymy Stambuł nocą gdy samolot nawraca podchodząc do lądowania od strony południowej. Ale co się odwlecze... Lotnisko w Stambule jest olbrzymie, pomieszczenia obszerne i nowoczesne,




ale występował problem z  WiFi. Niby free, ale trzeba się bylo logować za pomocą SMS (nie działa) lub przez kod nabyty w kiosku (nie wiadomo, gdzie kiosk). Po około 1,5h oczekiwania wylecieliśmy z niewielkim opóźnieniem do Muscat samolotem A321Neo. Samolot po starcie skręcił w lewo i mogliśmy upajać się nocną panoramą Stambułu z oświetlonymi, przerzuconymi przez Bosfor mostami.







Lecieliśmy do Muscat około 4 h 20 min. Podczas lotu ok. 3.00 (czasu tureckiego) podano bogate śniadanie z jajecznicą , kanapkami z szynką, pysznymi serami, dzemikem, a do tego... czerwone wytrawne tureckie wino (oczywiście do wyboru).




Podczas lotu również możliwe było (w różnych konfiguracjach) szczegółowe śledzenie jego przebiegu na ekranie.






Lecieliśmy nad Turcją , Iranem, przecięliśmy Zatokę Perska i obok Dubaju, wkroczyliśmy nad teren Omanu. Spania było niewiele. Na ok. 1 h przed ladowaniem spać nie dał przepiękny wschód słońca na wysokości 10000 m. W dole wśród wyłaniających się szczytów kłębiły się chmury.




Samolot zboczyl w stronę Zatoki Omanskiej, gdzie zawrócił i przedzierając się przez chmury, czemu towarzyszyły turbulencje, schodził do lądowania. Lecąc równolegle do plaży usiedliśmy miękko na lotnisku położonym nad samym morzem. Przed ladowaniem była okazja do podziwiania stolicy Omanu z lotu ptaka. To, co zaskakiwało, to rozległość miasta, gdzie poszczególne jego dzielnice były "zatopione" w dolinach między stromymi szczytami górskimi. Oczywiście wszystkie zabudowania w kolorze białym.





Lotnisko w Muscat jest również obszerne i nowoczesne. Zauważyliśmy stacjonujące tu samoloty linii OmanAir. 



Dobilismy do rękawa, przez który dostaliśmy się do budynku lotniska.


Tu korytarzami wyłożonymi dywanami podążaliśmy do odprawy paszportowej, 




która, pomimo że było dużo stanowisk, była powolna. Nie ma się co dziwić, bowiem pobierają odciski 4 palców prawej, a następnie lewej dłoni, potem obu kciuków, a na koniec foto twarzy powtarzane kilkakrotnie, bo ciągle coś tam nie wychodziło. Potem pan ubrany w białą galabije i turban na głowie mamroczac pod nosem coś po arabsku sprawdzał długo w komputerze. Zapytał jeszcze o czas pobytu w Omanie (do 10dni nie trzeba wizy) i przywalił olbrzymia pieczęć w paszporcie i...to nie omam, ale byliśmy już formalnie w Omanie. Jeszcze bagaż podręczny należało przepuscic przez maszynę, odebrać bagaż rejestrowany z taśmy i po wszystkim. Oman przywitał nas przyjemną, ciapla, słoneczna pogodą , iście wiosenną , z zielenią i śpiewającymi ptakami. Temperatura była 23C. Zapakowaliśmy się du podstawionego busika (bagaże znalazły się w doczepionej przyczepce).


Poznalismy ubranego w białą galabije i czapeczkę kema miejscowego przewodnika (podobnie ubrany był kierowca, z tym że na głowie mial turban) i szeroką aleją z rosnącymi na poboczach palmami i równo przyciętym zielonym  żywopłotem




udaliśmy się z lotniska w stronę miasta, gdzie pierwszym punktem zwiedzania miał był Wielki Meczet. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pożegnanie z Omanem

Ostatni dzien pobytu w Omanie rozpoczął się słoneczna pogodą. To był czas na leniuchowanie, spacery, kąpiel w morzu lub basenie. Temperatura...